Wspomnienie

Wojażując po wybrzeżu, czułem się w obowiązku podjechać i odwiedzić miejsce wiecznego spoczynku Andrzeja Leppera.

Dzień powoli zmierzał do swojego kresu. Zmęczony letnim ukropem przekroczyłem bramę cmentarza. Z dala zobaczyłem to, czego jeszcze parę lat temu nawet w złych snach nie wyśniłem. W ciszy muskanej delikatnym powiewem wiatru ukazał się grób, pomnik z tablicą, na której już z daleka można było rozpoznać twarz. Postać polskiego męczennika.

Tak, to bez wątpienia to miejsce. W milczeniu, pełen pokory podszedłem i ukląkłem. Schyliwszy głowę odmówiłem " Ojcze Nasz" i '"Wieczny Odpoczynek". Przyszedł czas refleksji nad życiem, losem, czy też misją człowieka.

Co spowodowało, że przeciwstawił się całej bezwzględnej machinie. Bronił Polski i Polaków, piętnował deprawację. Jaka siła kazała mu bardziej cenić prawdę niż własne życie. Jak bronił się przed bezwzględnymi atakami dyskredytującymi jego i jego otoczenie. Jak znosił frontalny atak na związek czy też partię, której był leaderem. Wielka była w nim siła, upór i wiara – wiara w Boga.

To ona kazała mu realizować misję naprawy państwa. Do niego skierował słowa, Papież Jan Paweł II - " jesteście Biczem Bożym – nie zmarnujcie tej szansy ". Sądzę, że w trudnych chwilach to zdanie było fundamentem uporu i motorem do dalszego działania.

Czas biegnie szybko, w szczególności, kiedy zatopisz się w własnych myślach i przemyśleniach.

Słońce skrywało się za horyzont. Ruszyłem w kierunku bramy pełen obaw, czy aby jeszcze otwarta.

Na szczęście w letnie wieczory dozorca łaskawszym okiem patrzy na przybyszy. Stanąwszy przy wyjściu jeszcze raz spojrzałem na mogiłę. Odruchowo skłoniłem się w geście szacunku i pożegnania. Ruszając w dalszą drogę, powtarzałem słowa, jakie wypowiedział w jednej z podłódzkich wsi na krótko przed śmiercią - "abyście nigdy nie zwątpili, jesteśmy Polsce potrzebni"

Słowa klucze.

 

Krzysztof Łysyganicz