Często zawód dziennikarza jest porównywany z hieną o czym może świadczyć choćby coroczna nagroda: „Hieny Roku” nadawana osobie, która swój kunszt wykorzystała szczególnie rażąco.

 

Nawiążę do poprzedniego artykułu "Sen o niezależności energetycznejw". Stan prac przy budowie białoruskiej elektrowni pozwala spokojnie na porozumienie się i dołączenie na partnerskich zasadach do wspólnego przedsięwzięcia i wspólnym korzystaniu z wytwarzanej energii.

Deja vu to ciekawe uczucie bowiem jesteś przekonany, że gdzieś, kiedyś przeżywałeś już to zdarzenie, jednak rozum podpowiada ci, że to niemożliwe. Naukowcy nazywają ten stan napięcia emocjonalnego dysonansem poznawczym, który podobno mija samoistnie i trwa bardzo krótko. 

Zanim przejdę do meritum pozwolę sobie zacytować dwa artykuły z Konstytucji RP. Dotyczą one ważnych ustrojowo zagadnień tak gorąco i powszechnie komentowanych nie tylko w naszym kraju. Mówię tu o sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego, który rzeczonym sporem jest tylko z pozoru, zaś w istocie bezwzględną walką o kolejne przywileje i władzę.

Tak zwani obrońcy demokracji przekroczyli już wszelkie granice śmieszności. Ostatnio koronnym dowodem na łamanie konstytucji stał się fakt wymiany kadr kierowniczych w spółkach skarbu państwa i administracji publicznej przez rządzącą prawicową koalicję.

Kilka dni temu zatelefonowała do mnie od lat mieszkająca w Bawarii znajoma zaniepokojona doniesieniami miejscowej telewizji o końcu demokracji w Polsce. Chociaż moje skojarzenie faktów, które przedstawię jest na pozór odległe od powziętej informacji, to proszę o trochę cierpliwości.

Do popełnienia tego tekstu zmusił mnie pewien komunikat prasowy. Zrozumienie wagi wydarzenia, do którego odnosi się owa notatka wymaga krótkiego wyjaśnienia. Na próżno czekałem na obiektywny i właściwy komentarz wybitnych polskich prawników i polityków, dlatego poczułem się w obowiązku zrobić to za nich, - bo ktoś w końcu musi. Ale przejdźmy do meritum.